Day 19, the day of the rabbit

Wersja polska poniżej

It is much more pleasant to tame death while lying on a blanket between the crypts than running with a plastic candle for kilometers of concrete alleys in “overcrowded” necropolises.

According to the beliefs of the First Americans, the rabbit people were burdened with the curse of fear. It happened a long time ago when Rabbit betrayed the trust of his friend, a witch named Eye Walker. He was afraid of the spells she used to nourish him and heal his wounds after a heavy fall. She cursed him and since then, the rabbit has become the “Fear Caller”. He calls to the eagle, ‘Eagle, I’m so afraid of you!’. When the eagle can’t hear him, rabbit shouts even louder ‘Stay away from me eagle!’ For centuries the rabbit has been calling for foxes, lynxes, wolves and even snakes. This story teaches us that, what we are most afraid of will most likely happen. If we keep thinking about it – we will be like a rabbit that summons catastrophe.

https://medicinecards.com/

When the first restrictions due to the Corona outbreak were introduced in Berlin, a cemetery where my friend went for walks with her two-year-old daughter, was closed. For some, it may sound like a paradox, but Berlin cemeteries are beautiful, green parks, full of trees, sometimes tempting with small cafes serving cakes and coffee. It is much more pleasant to tame death while lying on a blanket between the crypts than running with a plastic candle for kilometers of concrete alleys in “overcrowded” necropolises. Cemetery parks are also inhabited by the famous Berlin rabbit, almost a mascot of the city. Known from the famous film by Bartosz Konopka, “Rabbit a la Berlin” in which the situation of these animals living in the Death Zone between East and West Berlin is a metaphor for life on both sides of the wall, an analogy of the changing attitudes between Soviet and Western Europe.

©Andrzej J. Jaroszewicz, Berlin 1980

The life of cemetery rabbits is, in fact, delightful – they reproduce, eat grass and hop between the graves freely. The souls of the dead, if present nearby, can contemplate in peace the strollers, listen to the nightingale and watch these little creatures munching something constantly, dining and dying in a place best accommodated for this. Who knows why, but there is an exceptional peace at these cemeteries. No uncanny winds, and it is not freezing to the bone. It seems trees regulate the temperature to some extent. They keep warm in winter and are more cooling in summer.

© Liene Silde, Berlin 2020

The closure of this particular cemetery involved ripping 64,621 m² of space from the city landscape—the area mainly used to contemplate fauna and flora in the springtime that was now coming to life. After a week the ban was withdrawn, only the opening hours were changed. Perhaps the authorities understood that the cemetery is not only a park but also a place where the living visit the dead. People welcomed this decision with relief, and my friend spread the blanket between the crypts again. There is less and less space for burying the dead, formaldehyde from decaying bodies pollutes the soil, and 4 million acres of forest are cut every year worldwide for coffins. Therefore, the idea of green burials is becoming more and more popular. Many people would like to become a tree, being something useful and beautiful after death.

© Liene Silde, Berlin 2020

During my first months in Berlin, I was worried about the foxes I saw running along five-lane streets. Foxes between tenements and cars, foxes lost at dead ends, foxes at night walking along the barges moored at the banks of the Spree. I shared my fear with L., who reassured me that the Berlin foxes are entirely adapted to the big-city-life. They have been covering kilometers of Tiergarten between the Brandenburg Gate and Victory Column for generations now, and no longer know what a real forest, meadow or mountain stream is. They are city foxes who drink water from fountains, dine like other city residents in Turkish bars, and know how to maneuver between cars.

A Sly old fox – pissing on the bitten pizza crusts so that no one else would filch it, burring the rest of food in the bushes at the cemetery, then forgetting it and falling asleep under a lantern near the Zoo station. People approach him to take selfies and feed him with their sandwiches. Night feeding on closed dumpsters of kebab kiosks and the relative separation of our two species will do him better than a step further in integration. Fortunately, the bars and restaurant still serve takeaways, so the Berlin fox will not become extinct (so soon).

When I am afraid for the future of humanity, I imagine this cemetery park that my friend likes so much. Even more overgrown, wilder…inside a rabbit is calling out a fox and this Berlin fox, who can no longer hunt, does not kill the rabbit. That’s how generations go by, and the rabbit finally makes friends with the fox, who switches to a diet consisting mainly of insects. The curse is broken. It was a story about fear.

© Andrzej J. Jaroszewicz, Berlin 1980

Dzień 19, czyli dzień królika

Dużo przyjemniej jest oswajać śmierć, leżąc na kocu między kryptami niż biegnąc z plastikowym zniczem przez kilometry betonowych alejek ‘przeludnionych’ nekropolii.

Według wierzeń Pierwszych Amerykanów lud króliczy obciążony zostatał klątwą strachu. Stało się to dawno temu, kiedy Królik zdradził zaufanie swojej przyjaciółki, wiedźmy o imieniu Wędrowne Oko i przestraszył się czarów, jakie użyła by go nakarmić, napoić i wygoić jego rany po upadku. Wiedźma rzuciła na niewdzięcznego przyjaciela klątwę. Od tego czasu Królik stał się tym, który przywołuje strach. Na łące woła do orła: ‘Tak bardzo się ciebie boję Orle!’, a gdy orzeł nie słyszy, to królik przywołuje go jeszcze głośniej: ‘Trzymaj się ode mnie z daleka!’. Wtedy orzeł spostrzega królika, obniża lot, łapie go w swoje szpony i zjada. Królik od tego czasu przyzywa do siebie lisy, rysie, wilki a nawet węże. Ta przypowieść uczy nas, że to, czego najbardziej się boimy, najprawdopodobniej się wydarzy. Jeśli ciągle będziemy o tym myśleć – będziemy jak królik przywołujący katastrofę. 

Kiedy zaczął się czas obostrzeń związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa w Berlinie, zamknięto między innymi cmentarz, na który moja przyjaciółka chodziła spacerować ze swoją dwuletnią córeczką. Brzmi to być może jak śmieszny paradoks, ale cmentarze berlińskie są pięknymi, zielonymi parkami, pełnymi drzew, niekiedy nęcącymi małymi kawiarniami, które serwują ciasta i kawę. Dużo przyjemniej jest oswajać śmierć, leżąc na kocu między kryptami niż biegnąc z plastikowym zniczem przez kilometry betonowych alejek ‘przeludnionych’ nekropolii. Cmentarne parki zamieszkuje też słynny berliński królik, zwierz-symbol, maskotka miasta. Znany z głośnego filmu Bartosza Konopki „Królik po Berlińsku”, w którym sytuacja tych zwierząt zamieszkujących pas między wschodnim a zachodnim Berlinem jest metaforą życia miasta po obu stronach muru, analogią zmieniających się nastrojów między sowiecką a zachodnią Europą.

Życie królików cmentarnych jest w gruncie rzeczy wyborne – rozmnażają się, żrą trawę i kicają do woli między grobami. Dusze zmarłych, jeśli obecne akurat w pobliżu, mogą w spokoju kontemplować spacerowiczów, słuchać śpiewu słowika i oglądać wciąż ciamkające coś, małe stworzonka, które żyją i umierają w miejscu najlepiej do tego przystosowanym. Panuje na tych cmentarzach wyjątkowy spokój, nie wieje grozą i nie jest do szpiku kości lodowato. Drzewa potrafią bowiem, do pewnego stopnia, regulować temperaturę. Zimą trzymają ciepło, a latem przyjemnie chłodzą.

Zamknięcie tego akurat cmentarza wiązało się z wyłączeniem z życia miasta 64 621 m² przestrzeni, służącej głównie kontemplowaniu fauny i flory w budzącej się właśnie do życia wiośnie. Po tygodniu wycofano zakaz, zmieniono tylko godziny otwarcia. Być może zrozumiano, że cmentarz to nie tylko park, ale miejsce, gdzie żywi odwiedzają zmarłych. Ludzie przyjęli tę zmianę decyzji z ulgą, a moja przyjaciółka znów rozłożyła koc między kryptami. Na świecie jest jednak coraz mniej miejsca na chowanie zmarłych, formaldehyd z rozkładających się ciał zanieczyszcza glebę, a na budowę trumien wycina się co roku 4 miliony akrów lasów. W związku z tym, coraz popularniejsza staje się idea zielonych pogrzebów. Wielu ludzi chciałoby po śmierci stać się drzewami, czymś pożytecznym i pięknym.

Przez pierwsze miesiące mojego życia w Berlinie bałam się bardzo o lisy przebiegające pięciopasmowe ulice. Lisy między kamienicami i samochodami, lisy błąkające się po ślepych zaułkach, lisy spacerujące nocami po barkach zacumowanych przy brzegu Szprewy. Moim lękiem podzieliłam się z L., który uspokoił mnie, że lisy berlińskie są już całkowicie przystosowane do życia w wielkim mieście. Od pokoleń przemierzają kilometry między Bramą Brandenburską a Cokołem Zwycięstwa i nie wiedzą już zupełnie, co to prawdziwy las, łąka ani górski potok. To lis miejski, który pije wodę z fontann, stołuje się jak wszyscy mieszkańcy miasta w tureckich barach i doskonale umie manewrować między samochodami. Lisek chytrusek – nasika na obgryzione blaty pizzy, żeby nikt inny mu nie podebrał, zakopie nadmiar jedzenia w krzakach na cmentarzu, a potem zapomni i zaśnie gdzieś pod latarnią w okolicach Dworca Zoo. Ludzie zaczepiają go, żeby zrobić sobie z nim selfie i oddają mu swoje wczorajsze kanapki. Nocne żerowanie po śmietnikach zamkniętych kebabowni i względny rozdział naszych dwóch gatunków lepiej mu zrobi niż krok dalej w integracji. Na szczęście bary i restauracje wciąż serwują dania na wynos więc lisek berliński, póki co, nie zginie.

Kiedy boję się o przyszłość ludzkości, wyobrażam sobie ten park cmentarny, w którym tak chętnie spaceruje teraz moja przyjaciółka, jeszcze bardziej zarośnięty, dzikszy, a w nim królik przywołujący lisa i ten lis berliński, który nie umie już zupełnie polować, nie zabija królika. Tak mijają pokolenia i królik w końcu zaprzyjaźnia się z lisem, który przestawia się na dietę złożoną głównie z insektów. Klątwa zostaje przełamana. To była przypowieść o strachu. 

© Andrzej J. Jaroszewicz, Berlin 1980

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s